20 lut 2015

Rozdział VIII

No one

       Rose wraz z Justinem spali smacznie, nieświadomie śniąc o sobie. Mimo tego, iż nie znali się tak długo, jakby chcieli, łącząca ich więź stawała się z każdą sekundą coraz twardsza i bardziej wytrzymała. Nie wiedzieli, że to dopiero początek ich wspólnej przygody pełnej wrażeń, smutków, miłości i bólu. Przede wszystkim bólu. Rose wiedziała, że wraz z miłością nadchodzą krzywdy. Oboje byli świadomi tego, że są z dwóch różnych światów a to, co ich zaczyna łączyć, równie dobrze może zniszczyć dwa różne żywota. Cierpieli przez swoje dotychczasowe życie a to, co ma nadejść, zburzy wszystko to, co zdołają zbudować.
       Kilkadziesiąt kilometrów dalej załamany Jason poszukiwał jakichkolwiek informacji o siostrze. Czuł się dziwnie, gdy wrócił, a dziewczyny nie było w domu. Czekał godzinami, jednak przeliczył się. Minęła noc i nie dała chociażby jednego znaku, że jest gdzieś tu, że żyje. Czuł, że to przez niego. Stracił dziewczynę, na której zaczęło mu zależeć. Ona dawała mu to, czego pragnął. I, choć nie uszanował tego wszystkiego, chciał to naprawić. Kiedy wychodził z domu z pomysłem, jak przeprosić Rose za swoje zachowanie, nie myślał o tym, że jej już nie będzie. Że ucieknie od niego i tego, co być może ich łączyło. Siedział na brzegu jej łóżka mnąc w dłoniach koszulkę, którą dzień wcześniej miała na sobie. Wciąż nią pachniała. Mógłby przysiąc, że gdy zamknął oczy, czuł jej dłoń głaszczącą jego włosy. Mimowolnie uśmiechnął się rzucając biegiem w stronę wyjścia. Musiał ją odnaleźć i dobrze wiedział, gdzie musi się zgłosić, by stało się to możliwe.
       Dobrze wiedział, że skądś znał chłopaka, który nie śmiał rzucić mu chociażby kilku drobnych. Poznał wraz z kumplami w nim tego, którego musiał zostawić pod ośrodkiem, by nie zostać odrzuconym z grupy. Jego najlepszy przyjaciel, którego obwiniał o to, kim się teraz stał. Ćpunem bez domu, pieniędzy i zdrowia. Tym właśnie stał się Jason, gdy opuścił go najlepszy przyjaciel, z którym spędzał każdą wolną chwilę. Czy naprawdę stałe się aż takim potworem, że po tych kilku latach go nie poznał? Czy może po prostu nie chciał się do niego przyznać? Nie mógł znieść tego, że po tak długim czasie Justin jest normalnym człowiekiem, za to on skończył jak skończył. Były przyjaciel po prostu musiał ponieść karę za to, co mu zrobił. Musiał poczuć to, co poczuł Jason po jego zniknięciu. Musiał cierpieć, jak jeszcze nigdy nie cierpiał.
       Można by rzec, że rzucił się w pogoń za swoją uciekającą zwierzyną. Pragnął nieświadomie rozdzielić tych, którzy po tak wielu krzywdach zaczęli budować swoją fortecę. Nie wiedzieli jak wielkie niebezpieczeństwo ich czeka, jak wielu ludzi teraz pragnie ich zniszczyć. Gdy w końcu znaleźli to, czego tak długo szukali, znaleźli się tacy, którzy nie mogli znieść widoku ich szczęścia.

*

       — Justin! Na pewno to tak się robi?! — wrzasnęła Rose starając się jakoś włączyć sokowirówkę, którą znaleźli w kuchni. Nim zdążyła cokolwiek zrobić, pojawił się przy niej zamyślony chłopak przyglądając się urządzeniu. Choć nie wiedział, jak się z tym "czymś" obchodzić, postanowił spróbować. Widząc, że jego towarzyszka założyła pokrywkę, wcisnął guzik i odpalił sprzęt. Niestety Rose musiała zrobić coś nie tak, bo w chwili, gdy obroty zwiększyły się, coś zaczęło hałasować. Nim spostrzegli co się dzieje, pokrywa odskoczyła a wszystko to, co było wewnątrz, rozprysnęło się po kuchni brudząc meble, jak i domowników. Rose piszcząc kucnęła przy nogach Justina, który warcząc pod nosem sięgnął do kabla sokowirówki. Szybko odłączył ją od prądu oddychając głęboko.— To moja wina.— usłyszał donośny śmiech swojej towarzyszki siedzącej już na podłodze przy stole. Jej włosy były pozlepiane a na ramionach i twarzy widniały kropelki jak i resztki pomarańczy czy cytryny.
       — Tak, wiem, że Twoja wina.— uśmiechnął się szeroko wycierając twarz z lepkiej cieczy. Krzywiąc się podszedł do zlewu, gdzie umył dłonie i twarz. Mimo wszystko nie dało to zbyt dużej ulgi,  ponieważ jego  włosy oraz ramiona wciąż się lepiły.
       — Na Twoim miejscu wzięłabym prysznic.— przyglądając się chłopakowi, Rose zamyśliła się na dłuższą chwilę. Wciąż ciekawiło ją, jakie leki musi brać Justin, że są dla niego tak ważne. Na co mógł być chory? Czy to na pewno coś poważnego? Nagle z zamyślenia wyrwało ją mocne szarpnięcie.— Aaa! Justin! Zostaw mnie idioto! — krzycząc uderzała piąstkami w plecy chłopaka, który wbiegał po schodach na piętro, wprost do jej sypialni. Był strasznie silny i szybki, dziewczyna zaskoczona zaprzestała nawet wierzgać nogami, kurczowo trzymając się jego ramion.— Co ty robisz, co!? Może łaskawie mi powiesz!? — warknęła, wgryzając się ząbkami w jego bark, przez co zrzucił ją wprost na łóżko.
       — Co to miało być? — spytał zaskoczony Justin wpatrując w głupio uśmiechającą się Rose. Dziewczyna czym prędzej ześlizgnęła się z łóżka uciekając do łazienki, w której szybko zamknęła drzwi śmiejąc się w niebo głosy.




Rosalie

       — Co to miało być? — usłyszałam głos Justina stojącego nade mną. Odchylił lekko koszulkę patrząc na ślad, jaki zostawiły moje zęby na jego barku. Nim się spostrzegł, szybko ześlizgnęłam się z łóżka biegnąc do łazienki, gdzie zamknęłam za sobą drzwi nie mogąc przestać się śmiać.
       — Musisz poczekać na łazienkę, albo iść do drugiej! — odparłam, napierając na drzwi, bojąc się, że jeszcze je otworzy. Czekając kilka chwil w końcu usłyszałam trzask. Niepewnie przekręciłam kluczyk wyglądając za drzwi, by sprawdzić, czy aby na pewno droga do torby jest wolna. Widząc, że nigdzie nie ma Justina, uśmiechnęłam się zwycięsko wychodząc z łazienki. Na palcach ruszyłam powoli w stronę łóżka, jednak niespodziewanie para rąk chwyciła mnie w pasie podnosząc wysoko nad ziemię.—  Aaa! Zostaw mnie! Postaw! — wrzeszcząc zaczęłam szarpać się, by uwolnić od jego stalowego uścisku.— Justin, przepraszam, postaw mnie! — jęknęłam, tracąc powoli siły.
       — Nie ma mowy, nie zasłużyłaś — usłyszałam dość... Przerażający śmiech towarzysza, przez co ogarnęło mnie dziwne uczucie. Oddychając głęboko poczułam, jak się przemieszczamy.
       — Justin, co t- — zaczęłam, jednak nim zdążyłam dokończyć, znaleźliśmy się w ogromnej kabinie prysznicowej. W jednej chwili zimna woda zaczęła pryskać ze wszystkich stron przez co wydałam z siebie głośny pisk. Z czasem zrobiła się cieplejsza, aż w końcu przestałam dygotać z zimna i spojrzałam na chłopaka, który stał pod ścianą śmiejąc się ze mnie jak idiota. — I co Cię tak bawi? — jęknęłam, odrzucając mokre włosy na plecy.
       — No ty, żebyś słyszała swój... Śpiew. — zarechotał, skręcając się ze śmiechu jak debil. Prychając pod nosem wyłączyłam wodę i otworzyłam drzwi.
       — Wynoś się. — spojrzałam na niego mrużąc złowrogo oczy.
       — Nie. — skrzyżował ręce nie spuszczając ze mnie wzroku. Widząc ten jego głupawy uśmieszek na twarzy miałam ochotę po prostu wywrócić oczami, jednak jakoś powstrzymałam się w ostatniej chwili.
       — Masz pięć sekund, żeby stąd zniknąć. Chcę się rozebrać i wykąpać. — jęknęłam zrezygnowana spuszczając wzrok na podłogę. Gryząc swoją wargę nawet przymknęłam oczy, mając nadzieję, że już za chwilę usłyszę dźwięk otwieranych się drzwi i zostanę w końcu sama. Mimo wszystko... Tak się nie stało. Spojrzałam w górę i tak, jak myślałam, Justin wciąż stał nade mną nie przestając się uśmiechać. — Ciągle tu jesteś? — mruknęłam zawiedziona spuszczając ręce wzdłuż ciała.
       — Tak, a ty wciąż jesteś w ubraniu. — spojrzałam na niego jak na idiotę rozchylając wargi. Czy on to właśnie powiedział?
       — Chyba nie myślisz, że się przy Tobie rozbiorę. — prychnęłam pod nosem podnosząc głos. Otworzyłam szybko drzwi kabiny pchając w ich kierunku Justina. Chłopak jednak był tak nieporadny, że, nim chwycił się czegokolwiek, poślizgnął się na kafelkach lądując po chwili na nich. Jednak nie to było najgorsze, ponieważ w tym samym momencie trzymając się jego koszulki, runęłam zaraz za nim. — Kurwa mać... — jęknęłam cicho wbijając nos między łopatki Justina, który aż trząsł się pode mną ze śmiechu. — I co Cię znowu tak bawi?
       — Ty, lecisz na mnie. — rumieniąc się, szybko zeskoczyłam z chłopaka czując, że robi mi się gorąco. Tak, właśnie Justin sprawił, że się speszyłam. I co z tego? Czułam pod sobą jego mokry... Tyłek, który obijał się ze śmiechu o moje krocze. To było krępujące. Kiedy tylko usiadłam pod jedna z szafek i spojrzałam na rechoczącego Justina, zamarłam.
       — Krew Ci leci. — sapnęłam przerażona widząc, że z nosa chłopaka cieknie strużka ciemnoczerwonej substancji. Przeczołgałam się do niego po czym pomogłam usiąść pod brodzikiem. Justin chwycił się za nos a ja w międzyczasie zaczęłam przeszukiwać szafki. W jednej z nich znalazłam apteczkę więc wróciłam do towarzysza robiąc mu zimny okład i starając się zatamować krwotok.
       — To Twoja wina, rzuciłaś się na mnie jak zwierzę i przybiłaś do podłogi. — mruknął Justin uśmiechając się do mnie słabo.
       — Przepraszam, ale sam mnie do tego zmusiłeś. — uniosłam ręce w geście obronnym siedząc naprzeciwko niego. Jego dłoń była we krwi, podobnie jak kafelki, na których leżał. — Jeszcze pewnie mam to posprzątać, co?
       — Mądra dziewczynka. — zmrużyłam powieki widząc, jak chłopak rechocze i trzęsie się ze śmiechu. Wypuszczając z ust powietrze ze świstem policzyłam do pięciu i wstałam z podłogi. Ubranie przyległo do mojego ciała i przeszkadzało mi w poruszaniu się. Szybko zrzuciłam z siebie koszulę oraz spodenki. Nie krępowałam się Justina, przecież jestem w bieliźnie, tak? Podobnie wyglądałabym na plaży w bikini i w sumie nie wyglądam aż tak źle. Owinęłam się szybko w pobliski ręcznik wiążąc go na wysokości biustu, a następnie sięgnęłam po drugi, namaczając go, by wytrzeć podłogę. Gdy w końcu plama zniknęła odetchnęłam, wrzucając szmatkę do niewielkiego, białego kosza na śmieci.
       — Mógłbyś opuścić łazienkę? Naprawdę chciałabym się wykąpać w spokoju. — mruknęłam, wpatrując się w zamyślonego Justina. O dziwo... Wstał z podłogi i opuścił pomieszczenie. Zaskoczona zamknęłam za nim drzwi a już chwilę później stałam w zaparowanej kabinie prysznicowej odprężając się.
       Roz­myśla­nie nie zaw­sze po­wodu­je tyl­ko ból głowy. Zaczęłam tęsknić, pragnąć dowiedzieć się tego, co ostatnio zaprząta moją głowę. Czułam, że nie zachowałam się odpowiedzialnie wyjeżdżając z Justinem, ale czy ja kiedykolwiek byłam dobrą córeczką? Zawsze pragnęłam być samodzielna, chciałam sama kierować swoim życiem jak tylko mi się podobało. Zastanawiało mnie co stanie się w przyszłości, gdzie mnie to wszystko zaprowadzi. Jednak nigdy nie myślałam o tym, że wyjadę z nieznanym mi chłopakiem w wakacyjną podróż. Tym bardziej nie sądziłam, że będzie to ktoś taki, jak Justin.
       Czy da się żyć tym co się jeszcze nie wy­darzyło? Nie możemy żyć przeszłością, bo cza­su nie cof­niemy i nie zmieni­my te­go co zro­biliśmy źle. Nie możemy również żyć przyszłością, bo za­pom­ni­my o te­raźniej­szości i nie dos­trzeżemy te­go co jest wokół nas te­raz. Mimo tego jak wiele myślę o przyszłości, powinnam zająć się tym, co jest teraz. Wy­korzys­tać każdą okazję, która może być szansą do osiągnięcia cze­goś wiel­kiego, może być szansą do lep­szej przyszłości. Nie mar­twić się tym co będzie, ale dos­trze­gać to co jest. Każda chwi­la to stra­cona szan­sa. Jeśli będziemy żyli przyszłością, to tak jak­byśmy nie żyli nig­dy, bo mar­twiąc się tym co będzie za­pomi­namy o tym co jest i co ma­my, tu i te­raz. Jednak te wszystkie myśli, to, co mnie spotkało z samego początku, zmuszało mnie do myślenia o tym, co ma się stać.

       — Nie śpisz jeszcze? — usłyszałam przy uchu czyjś zachrypnięty, głęboki głos. Przewracając się na plecy spojrzałam z uśmiechem w oczy Justina.
        — Nie, jakoś nie mogę zasnąć. A ty, dlaczego nie śpisz? — podnosząc się na łokciach oparłam lekko swoje plecy o zagłówek. Chłopak zrobił to samo ślepo wpatrując się przed siebie.
       — Nie mogę spać. Potrzebuję moich leków, właśnie teraz, inaczej nie dadzą mi spokoju. — w pewnej chwili usłyszałam cichy szloch. Zaskoczona spojrzałam na Justina nie wiedząc co powiedzieć. Na co on był chory, że tak to przeżywał? Umiera? I jacy "oni" nie dadzą mu spokoju?
       — Justin... Jakie leki potrzebujesz? Co Ci jest? — spytałam szeptem bawiąc się swoimi palcami.
       — Uciekniesz jeśli się dowiesz. — zagryzł wargę kierując wzrok wprost na moje oczy. Było w nich coś... Dziwnego. Mogłam jednak ujrzeć w nich ten ból, który rozsadzał mnie od środka. To samo cierpienie, które widywałam za każdym razem, gdy patrzyłam w lustro. Przełykając głośno ślinę odszukałam niepewnie jego dłoni, chwytając ją w swoją i splatając nasze palce.
       — Spokojnie, nie musisz mi teraz mówić. Lepiej powiedz mi jak mogę Ci pomóc. — uśmiechnęłam się słabo, na zachętę ściskając lekko jego dłoń. W tej samej chwili w oczach Justina ujrzałam małe iskierki, szczęścia? Tak, to było to.
       — Po prostu bądź, proszę. Naprawdę Cię potrzebuję, Rose. — szepnął cicho przyciągając nasze dłonie do swoich ust, którymi musnął wierzch mojej. Zamrugałam kilkakrotnie nie mogąc odwrócić wzroku od jego hipnotyzującego spojrzenia. To było... Magiczne. Od samego początku czułam pewną więź, która nas łączyła. Nie sądziłam, że tak normalnie będę się zachowywała przy obcym mi chłopaku. Do tego tyle starszym. Rumieniąc się natychmiast spuściłam głowę, kładąc ją na ramieniu Justina.
       — Odganiasz całe to zło, które męczy mnie każdej nocy. Przy Tobie poczułem się... Zdrowy, Rosalie. Nie chcę niczego tracić. Ani tego uczucia, ani Ciebie. — usłyszałam w pewnej chwili westchnięcie chłopaka, który bawił się naszymi dłońmi. — Wszyscy dotychczas mnie zostawiali. Czułem się jak gówno przez to, co działo się dokoła, przez to jak mnie traktowali. Chciałem być kochany, ale nie dostałem nic prócz bólu. Nie chcę byś się nade mną litowała, ale naprawdę czuję, że nie stanęłaś na mojej drodze przypadkowo. — podniosłam głowę patrząc w oczy Justina niepewnie. On serio tak myślał? To wszystko, co mówił, było prawdą? — Nie bój się mnie, proszę, nie skrzywdzę Cię. Nie mam nikogo prócz Ciebie. J-ja... Zawsze b-byłem sam... — zająknął się, a jego jabłko adama poruszyło się niespokojnie. Czułam, jak nasze dłonie wspólnie się pocą, jednak żadne z nas nie zamierzało chyba ich rozdzielać.
       — Ja... Nie wiem co powiedzieć.
       — Nie zmuszam Cię do niczego. Nie wymagam też nic, nie chcę byś czuła się odpowiedzialna za cokolwiek, za mnie...
       — Wiem, spokojnie, proszę. Wszystko w swoim czasie. Cieszmy się narazie tym, co jest teraz. — uśmiechnęłam się szczerze widząc w kącikach oczu chłopaka łzy. — Ej, tylko mi nie płacz, proszę. — rozszerzyłam oczy przysuwając się do chłopaka jak najbliżej. Objęłam rękoma jego pas tuląc mocno do siebie. Po chwili silne ramiona Justina owinęły się wokół moich. Gdy poczułam jego głowę w zagłębieniu szyi, wzdrygnęłam się lekko, nawet nie poruszając o cal. Nagle cała odwaga jaką posiadałam, po prostu zniknęła.
       — Nawet nie wiesz jakie to dla mnie ważne... — mruknął wprost w moją skórę. Mogłam poczuć jego ciepły oddech na sobie, on niemalże musnął wargami szyję! Oszaleję przez tego chłopaka.




Justin

       — Justin, jak myślisz, na ile jeszcze wystarczy nam jedzenia? — spytała Rosalie wpatrując się we mnie z fotela stojącego naprzeciwko skórzanej kanapy, na której siedziałem.
       — Nie wiem. Kilka dni? Może tydzień — wzruszając ramionami wróciłem do oglądania Jersey Shore. To, co teraz było puszczane w telewizji różni się od tego, co oglądałem ostatnim razem. Wszystko stało się takie... Sztuczne, naciągane. Niezbyt kręciły mnie te wszystkie seriale a, jak widać, Rose nie miała nic przeciwko nim.
       — Co wtedy zrobimy? Będziemy musieli wyjść i poszukać jakiegoś sklepu. Nie che mi się. — jęknęła dziewczyna wstając z fotela, by móc rzucić się na miejsce obok mnie. Uśmiechając się głupkowato szybko znalazłem się nad nią, wpatrując się głęboko w jej oczy.
       — To może dziś krótka wycieczka krajoznawcza? — spytałem, przesuwając przy tym koniuszkiem języka po swoich wargach. Rose mimowolnie spojrzała na nie uśmiechając się nerwowo, jednak nie poruszyła się nawet pode mną, co mogłem uznać za pozwolenie bycia tak blisko niej. Ta dziewczyna nawet nie wie jak uszczęśliwia mnie każda chwila spędzona u jej boku. Czuję się... Normalny. Odgania każdą złą myśl, te głosy, cały smutek, który mnie wypełnia po czubek głowy. Działa na mnie jak osłona chroniąca przed chorobą, jest moim lekiem, którego potrzebuję każdego dnia. Łapiąc w palce kosmyk jej włosów zawinąłem go sobie na nim, nie mogąc oderwać od niej wzroku. — To jak? Zgadzasz się? Jest ładna pogoda.
       — No dobrze, chodźmy się przygotować — mruknęła pode mną czekając aż ruszę się z niej. Wywracając oczyma podniosłem się z kanapy i, wyciągając w jej stronę dłoń pomogłem wstać.




_____________________ * * * _____________________


CZYTASZ = KOMENTUJESZ
błagam chociaż o głupią kropkę


Zapraszam Was na:
ℓσνє ιѕ ∂αиgєяσυѕ gαмє, вαвє
thedecisionseventhesmallest

Jeśli ktokolwiek poleci moje opowiadanie pod rozdziałem u siebie może liczyć na odwdzięczenie się, tylko niech da mi tu znać.

Podajcie mi również swoje twittery, ponieważ często je zmieniacie i szczerze mówiąc nie wiem kogo już mam informować.


Pojawiła się ocena Collision na internetowym spisie.
Otrzymałam mocną czwórkę! Jestem bardzo szczęśliwa,
ale muszę popracować nad interpunkcją haha

22 komentarze:

  1. Aww bosko*___*
    Jejku oni sa tacy kochani *,*
    Uwielbiam ;))
    Czekam na kolejny @nxd69 <33

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejciu... Jest świetny :D Jak oni się do siebie zbliżyli *-* Twoej opowiadanie jest cudowne ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowny omg! Justin jest kochany, i szkoda mi go.:c ♥

    @biebsovatox

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny jak zawsze ;) coś sie zaczyna dziać!!! Czekam nn XoX

    OdpowiedzUsuń
  5. oni są słodcy! rozdział super, masz talent, a wyznanie Jusa... dlaczego ja nie mogę mieć takiego chłopaka?; trzymam za nich kciuki i już nie mogę się doczekać nn xoxo

    OdpowiedzUsuń
  6. Rosalie jest taka zajebista, ale boję się co zamierza zrobić Jason

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny rozdział ♥ Kocham to opowiadanie. Jestem cholernie ciekawa co wykąbinuje Jason i kto jeszcze będzie chciał ich rozdzielić. Ta scena w której Justin prawie płakał mówiąc jej, że jej potrzebuje jeju *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział!
    Jestem ciekawa co będzie dalej z Justinem bez tych leków O.O
    Czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
  9. Twój blog został dodany do Katalogu Euforia. Pozdrawiam, Repesco.

    OdpowiedzUsuń
  10. Boję się o Justina. Co on zrobi bez lekó? Mam nadzieję, że powie jej o wszystkim w najbliższym czasie. Rose nie ucieknie.

    Zapraszam http://school-loser-and-love-jb.blogspot.com/2015/02/02-i-don-want-to-fall-in-love.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  11. o bosh.... cudny *,* Justin proszę nie rób nic głupiego !
    Czekam na nowy rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny! Od samego poczatku zakochałam się w twoich opisach, oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  13. CHCE JUZ NOWY OMGGGG

    OdpowiedzUsuń
  14. fajny blog dziś zaczelam bo cytać :) zyskałaś kolejną czytelniczkę i komentatorke :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby więcej Was przybywało :) :* Pozdrawiam

      Usuń
  15. na wstępie chciałabym bardzo Cię przeprosić, że komentuje dopiero teraz, ale dopiero znalazłam czas, żeby przeczytać rozdział, za wszystkie pominięte wielkie litery w tym komentarzu również przepraszam.
    rozdział podoba mi się. jest lekki i taki romantiko. pokazuje, że między bohaterami pojawiają się jakieś uczucia, że przywiązują się do siebie. jedyne czego mi brakuje to jakiś porządnych odchyłów Justina, bo z tego co wiem schizofrenicy tracą momentami kontakt z rzeczywistością, szczególnie bez brania leków od dłuższego czasu. najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że polubiłam Jasona. wydaje się mi złożoną postacią z dużą przyszłością w fabule (jesli wiesz o co mi chodzi). mam chyba po prostu słabość do złych charakterów i ich psychiczności XD koniec o mnie, z niecierpliwością czekam na IX i zapraszam na nowy rozdział do siebie :) kocham

    OdpowiedzUsuń
  16. błagam błagam dodaj juz nowy pls:((

    OdpowiedzUsuń
  17. dodaj nowy pls jeju:((

    OdpowiedzUsuń
  18. Rozdzial jak zwykle cudowny *-* czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń